Platforma Obywatelska wzmacnia władzę w Żyrardowie i powiecie. Zdaniem żyrardowian to początek walki o fotel prezydenta miasta niedoszłej posłanki Beaty Rusinowskiej.
Dużo szumu narobiła w Żyrardowie Platforma Obywatelska. W powiecie radni związani z tą formacją próbowali odwołać starostę. W mieście przegłosowali uchwałę dotyczącą podniesienia rangi domu kultury, którym rządzi jedna z liderek PO Beata Rusinowska. Dariusz Kaczanowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Żyrardowa, uważa, że Rusinowska toruje sobie drogę do fotela prezydenckiego.
PO próbowało przejąć rządy w powiecie i odwołać starostę Wojciecha Szustakiewicza na poniedziałkowej sesji. Nie udało się. Losy Szustakiewicza ważyły się od miesiąca. Pod wnioskiem o jego odwołanie podpisała się grupa radnych związanych z Platformą.
Przeciwnicy starosty uzasadniali, że Szustakiewicz dyskredytuje członków zarządu i godzi w dobre imię samorządowców. Ich zdaniem w zarządzie powstał konflikt, który uniemożliwia normalną pracę powiatu.
Pojawiły się też zarzuty o zbyt wolne tempo przekształceń i zadłużanie się miejscowego szpitala.
Po miesiącu pracy komisji rewizyjnej jej członkowie za zasadny uznali jedynie argument dotyczący ostrego konfliktu w zarządzie powiatu. Jednak starosty nie udało się odwołać. Za to teraz on planuje odwet.
– W powiecie muszą nastąpić gruntowne zmiany wśród ludzi, dla których współpraca ze mną jest już nie możliwa – zapowiada Szustakiewicz.
Na zwołanej na 16 czerwca nadzwyczajnej sesji chce odwołać członków zarządu powiatu, wywodzących się z PO: Ryszarda Chudzika oraz Arkadiusza Rzepeckiego, o którym mówiło się nawet, że jest nieformalnym starostą. Stanowisko stracić może sekretarz powiatu Sławomir Suski, który jest szefem żyrardowskiej Platformy. Być może nawet z funkcji przewodniczącej rady powiatu odwołana zostanie Beata Rusinowska, nieformalna szefowa Platformy, która od lat zdobywa największe poparcie społeczne w wyborach. Nie wiadomo, czy zmiany uda się przeforsować.
Mocniej niż w powiecie PO jest postawiona w mieście. Na 21 radnych ośmiu to członkowie Platformy. Przewodniczącym Rady Miejskiej jest szef PO Sławomir Suski, a wiceprzewodniczącym Jerzy Naziębło, z tego samego ugrupowania. Prezydent Andrzej Wilk wygrał wybory z listy PO. Tę samą partię reprezentuje jego zastępca Grzegorz Obłękowski, wcześniej prawa ręka dyrektorki Miejskiego Domu Kultury Beaty Rusinowskiej, która właśnie umocniła swoją pozycję dzięki poparciu radnych Platformy Obywatelskiej.
MDK przekształcony został w Centrum Kultury. Choć prezydent Żyrardowa Andrzej Wilk przekonywał radnych miejskich, że to tylko zmiana nazwy i podniesienie prestiżu Żyrardowa, prawie połowy posiadaczy mandatów nie przekonała taka argumentacja.
Nowa regulacja daje możliwość sprawowania jej dyrektorowi Beacie Rusinowskiej pieczy nad resursą, dopiero mającym powstać tzw. centrum kultury wyższej.
Szef CK może teraz bez zgody radnych sprzedawać majątek Centrum. Dla wielu obserwatorów życia politycznego w mieście prestiż CK wiąże się też z budowaniem kapitału politycznego jego dyrektorki, która jesienią o mało nie weszła do Sejmu.
– To naturalne, że ranga przedsiębiorstwa czy instytucji kierowanej przez polityka przekłada się w oczywisty sposób na jego prestiż. Jeśli rosną jego wpływy, rosną też wpływy polityka, w tym przypadku Beaty Rusinowskiej – komentuje Wojciech Jasiński, członek żyrardowskiego PiS.
Poseł Dariusz Kaczanowski sugeruje, że Rusinowska zbiera siły do boju o fotel prezydenta Żyrardowa w najbliższych wyborach samorządowych.
Sama zainteresowana zaprzecza.
– Od startu w wyborach parlamentarnych nie mam ambicji politycznych, więc nie muszę gromadzić kapitału. Dziś jedyne, co mnie interesuje, to służba na rzecz samorządu powiatowego – ucina Rusinowska. Jej zdaniem także przekształcenie MDK w CK nie ma nic wspólnego z polityką.
– Taką zmianę od lat sugerowali ludzie, którzy wywodzą się z Żyrardowa i coś osiągnęli w życiu, jak choćby Jarosław Gajewski, aktor i wykładowca w szkole teatralnej. Wszędzie wokół są albo powstają centra kultury. Teraz przyszedł czas na Żyrardów – komentuje Beata Rusinowska.
Podobnie zmianę ocenia prezydent Andrzej Wilk.
– To jednie nazwa, w zminie której nie ma drugiego dna. Co zaś do budowania pozycji Beaty Rusinowskie – równie dobrze można by mi zarzucić, że wypromowałem Kaczanowskiego – twierdzi Wilk.
Autor artykułu: Anna Wrzesień, Anna Postaremczak