Mirosław Jabłoński ma koncepcję na Wisłę. Ma to być mieszanka rutyny i doświadczenia. Wiadomo też, że zespół czeka kadrowy wstrząs. Może się z nim rozstać nawet 13 zawodników.
Dla futbolistów Wisły ostatnim występem na boisku był rozegrany w Gostyninie mecz z reprezentacją płockiego OZPN. Nafciarze wygrali to spotkanie 3:1, chociaż do przerwy przegrywali 0:1 po golu Arkadiusza Wróblewskiego ze Skry Drobin. W drugiej połowie bramki strzelała tylko Wisła. Dwukrotnie do siatki trafił Adrian Mierzejewski, gola zdobył także młody Daniel Mitura. W tym spotkaniu w szeregach Wisły zagrało wielu młodych piłkarzy. Ich poczynaniom przyglądał się z trybun nowy szkoleniowiec nafciarzy Mirosław Jabłoński . – Młodzież zawsze warto oglądać – stwierdził.
Młodzi zawodnicy mają odgrywać większą rolę niż dotychczas. Zwłaszcza, że Wisłę czeka kadrowy wstrząs. Klub nie zamierza przedłużyć kontraktów z Łukaszem Adamskim, Pawłem Sobczakiem, Pawłem Tomczykiem, Damianem Staniszewskim, Tomaszem Łubą, Łukaszem Radlińskim, Robertem Binkowskim. Wisła chciałaby także rozwiązać umowy z Wahanem Geworgianem, Krzysztofem Strugarkiem, Adrianem Mierzejewskim, Dariuszem Zawadzkim, Ireneuszem Kowalskim, Pawłem Posmykiem. – To rzeczywiście spora grupa – przyznaje Grzegorz Kępiński, wiceprezes ds. sportowych Wisły. – Możliwe, że po rozmowach zostanie, któryś z graczy mających kontrakty. Generalnie jednak ci piłkarze nie spełniali oczekiwań.
Wisła rozpoczyna więc poszukiwania nowych graczy. Ale ich pozyskanie nie będzie wcale takie łatwe. Bo klubowi brakuje poważnych pieniędzy na transfery. – Podejmując się pracy w Wiśle wiedziałem, jaka jest jej sytuacja finansowa – mówi Jabłoński. – Mam świadomość, że na dzisiaj nie stać nas np. na młodych, perspektywicznych graczy z czołowych polskich klubów. Szukamy więc zawodników z kartami na ręku.
Płoccy kibice mają nienajlepsze wspomnienia z takimi piłkarzami. Często ich jedyną zaletą było to, że niewiele kosztowali. Jednak Jabłoński zapewniam, że nie będą to gracze przypadkowi. – Będą to zawodnicy, których znam albo widziałem i oczywiście muszą być przydatni do zespołu – mówi. – I takich graczy będę szukał w Polsce, a jak się to nie uda, to za granicą.
Jabłoński nie ukrywa, że tacy zawodnicy to najczęściej piłkarze raczej u schyłku swojej kariery. Ale także doświadczeni. A tacy są mu potrzebni w drużynie. – Chciałbym żeby Wisła była takim połączeniem młodości i rutyny – mówi. – Sami młodzi zawodnicy nie pociągną zespołu. Ale mam, że uda się zebrać grupę czterech-pięciu takich zawodników i chcę ich stopniowo wprowadzać do zespołu. Przy tych starszych, bardziej doświadczonych graczach mają szansę nauczyć się czegoś. W ten sposób najszybciej można przygotować zawodnika do gry na wyższym poziomie.
Zresztą cześć młodych piłkarzy zdążyła się już zaprezentować. To chociażby obrońca 19-letni Paweł Bojaruniec czy starszy o rok Łukasz Sekulski. W kolejce czekają bramkarz Łukasz Skowron, Damian Łazicki, Damian Pracki, Daniel Mitura i jeszcze kilku innych. – Chciałbym, żeby ci zawodnicy widzieli swoją szansę, bo przecież po to się z nimi pracuje – mówi Jabłoński.
Teraz futboliści mają urlopy. Będą na nich do 23 czerwca. Pracowicie ten okres spędzi Jabłoński, bo w tym czasie będzie szukał nowych graczy. – Właściwie nie mam urlopu – przyznaje. – Chciałbym dopiąć kadrę jak najszybciej. Mam nadzieje, że pojawią się już nowi zawodnicy. Będą chciał zobaczyć czy są w stanie zafunkcjonować w tym zespole. Nie ukrywam, że ten okres będzie trochę taką partyzantką. Ale nie ma innego wyjścia. Bo przecież nie wszystkich jestem w stanie zobaczyć w grze. Tych, których widziałem jestem pewien. Pozostali będą przyjeżdżać na testy i to jest trochę taka gra na zasadzie prób i błędów.
Pierwszy tydzień po urlopach przeznaczony zostanie na badania lekarskie i testy. Potem Wisła ma w planach zgrupowanie. Jabłoński chciałby, aby było w miejscu, w którym będą inne zespoły, żeby jego podopieczni mogli grac. Szkoleniowiec nafciarzy przewiduje, że przed rozpoczęciem nowego sezonu jego podopieczni rozegrają osiem sparingów.
O co mają walczyć w sezonie 2008/09? – Oczywiście o awans do ekstraklasy – mówi Jabłoński. – A jak to będzie, to zweryfikuje na bieżąco życie.
Mirosław Jabłoński
Ma 58 lat. Jest wychowankiem Legii Warszawa, ale nigdy nie grał w jej pierwszej drużynie. Występował w klubach niższych lig: ZWAR Międzylesie, AZS AWF Biała Podlaska i AZS AWF Warszawa. Trenerską przygodę zaczynał jako szkoleniowiec juniorów w warszawskiej Agrykoli i reprezentacji Warszawy. Na początku lat 90. był selekcjonerem reprezentacji narodowej U-16 i U-18. W połowie lat 90. trafił do Legii Warszawa, najpierw jako asystent Pawła Janasa. Później na spółkę z Lucjanem Brychczym prowadził zespół i w sezonie 1996-97 zdobył z nim Puchar Polski. Potem przez trzy lata pracował w Zagłębiu Lubin. Najpierw zajął z nim ósme miejsce w lidze, później dwa razy piąte. Od początku sezonu 2001-02 został szkoleniowcem Amiki Wronki, którą doprowadził do trzeciego miejsca i startu w Pucharze UEFA. W następnym sezonie pracował już w Wiśle Płock. Pod jego wodzą płocczanie zagrali w finale Pucharu Polski (2003 r.), a w sezonie 2004/05 zajęli najwyższe, czwarte miejsce, w historii swoich występów w ekstraklasie. W 2005 r. odszedł z Wisły. Był krótko prezesem Zagłębia Lubin, a potem jego wiceprezesem. W październiku 2007 r. został trenerem ŁKS-u. W Łodzi popracował pół roku. 2 czerwca podpisał kontrakt z Wisłą.
Autor artykułu: Grzegorz Szkopek